Najczęściej popełniane pomyłki przy identyfikowaniu kamieni. Część 1.

Zanim kamyk trafi w nasze ręce, musi pokonać długą drogę z kopalni, przez hurtowników, szlifiernie, następnych hurtowników, mniejszych sprzedawców hurtowych, aż do sklepu, w którym go upatrzyłyśmy. To spora ilość przystanków, przy których każdy sprzedaje dany kamień jako coś. Czy jest to tym samym czymś, którym było zaraz po wydobyciu, nie jest wcale rzeczą pewną. Niektórym nie chce się docierać do prawdy o towarze, który sprzedają. Czasem nie ma takiej możliwości. Jeszcze inni, świadomi faktu, że na przykład karneol jest droższy niż agat, specjalnie wprowadzają klienta w błąd. Po czym poznać dobry sklep? Po tym, że wkłada dużo wysiłku w to, by zgodnie ze stanem faktycznym opisywać swoje towary.

Niemniej, nawet kiedy dostaniemy dobrze określony kamyk, to jeśli powędruje on do pudełka i odleży swoje kilka miesięcy [a czasem nawet i lat], to pamięć ludzka ponoć bywa zawodna. Piszę „ponoć”, bo moja niezwykle rzadko bywa, ale jak uświadamia mnie życie, jestem pod tym względem wybrykiem natury. ;) Więc poniżej krótki przewodnik po tym, jakich błędów nie popełniać, opisując gotową biżu z takiego cichociemnego, który skutecznie zataił swoją tożsamość.

TURKUS czyli historia stalkingu

Pisząc o stalkingu, mam na myśli prawdziwe prześladowanie na ogromną skalę. Bo biedny kamień, niepozorny, zdawałoby się, ot, niebieski, kruchy i nieprzejrzysty, stał się z jakiś powodów ofiarą tylu pomówień i kradzieży tożsamości, że w zasadzie trudno ogarnąć ich skalę. Mówię całkiem serio – turkus padał ofiarą podróbek o wiele, wiele częściej niż diament. Pośrednią winę ponosi za to popyt na tak zwaną „sztuczną biżuterię”, a po części pewien naród znany z tego, że w niektórych jego regionach ludzie krzyżują się z warzywami [co, według autora tego stwierdzenia, miałoby tłumaczyć ich zdolności umysłowe. Gdyby ktoś wątpił, autorem owym jest Jeremy Clarkson, a posłuchać tego fragmentu jego przemyśleń można w trzecim odcinku dziewiątej serii programu „Top Gear”, który serdecznie polecam] i jego problemy z własną historią. Uwaga, uwaga – choć będzie dziś o plagiatach, nie będzie o Chińczykach. No, w każdym razie nie tylko o Chińczykach.

Blog Bukowiec - turkus

Po więcej zapraszamy do Sklepu Bukowiec: TURKUS

[Źródło zdjęć: Wioletta Zubka - Sklep Bukowiec, http://www.gemselect.com, http://thecuriousgem.co.uk]

MANMADE STONES czyli czego to Chińczyk nie wymyśli

Wyobraźcie sobie: kilka tysięcy lat temu w skale macierzystej wytworzył się śliczny malachit. Zieloniutki jak trawa, której nigdy nie widział, o pięknym rysunku warstw, że aż chalcedony mu zazdrościły, no jednym słowem – cudo. Aż tu któregoś dnia okrutny lodowiec przejechał się po skale macierzystej na powierzchni raz i drugi, powstało tarcie i ciśnienie i kiedy kurz po całej tej imprezie opadł, okazało się, że naszego cudniastego malachitu już nie ma. Bo piękny, i owszem, był, ale w skali Mohsa punktował tylko na 3,5-4. Czyli nie bardzo.

Sto lat temu pozostałby nam tylko uronić łezkę nad biednym malachitem i pogodzić się z jego smutnym losem. Ale teraz… teraz Chińczycy przejęli pałeczkę. Bez szacunku dla szczątków wykopują nawet takie malachitowe resztki, ścierają je na kompletną papkę, zgrzewają, dodają żywicy, plastiku i bogowie raczą wiedzieć czego jeszcze [stąd określenia w sklepach „boski malachit” – bo tylko w najwyższej instancji wiedzą, co jest w środku. Trochę jak z parówkami.] Wychodzi gniotek ulepiony z quasi-plasteliny, który większość sprzedawców detalicznych sprzedaje jako naturalny kamień. Czy to z niewiedzy [z której nigdy nie powinno się ich rozgrzeszać], czy z powszechnego podejścia to-się-opchnie-a-co-tam, nie wiem, nie podejmuję się rozstrzygać. Biżuteryjki potem kupują coś takiego i ślą klientkom w świat jako malachit. A ja czasem słyszę „Z malachitu? Przecież to takie byle co, rozpada się i brzydkie się robi. Z malachitu nie chcę”. Czytam takiego maila od klientki z oczami jak spodki i zastanawiam się, co też ona wymyśla?