Jedną z pierwszych rzeczy, którą pełna entuzjazmu Twórczyni Ozdób Wszelakich zechce zapewne stworzyć, jest naszyjnik. Proszę bardzo: linka jubilerska, piękne kamienie, ozdobne przekładki, rurki dystansowe, a rozszalała wyobraźnia podpowiada nam co pięknego i w jakiej kolejności możemy nanizać na linkę.

Mało tego, możemy robić to wielokrotnie, aż do skutku. Kiedy już na widok stworzonego dzieła mowę nam odejmie z zachwytu, na scenę, wśród gromkich braw, wkraczają końcówki do linek.

Blog Bukowiec - końcówki do linek

W Bukowcu szukajcie ich na tej półeczce: KOŃCÓWKI DO LINEK, a blaszki leżą tu: BLASZKA 925.

Jest ich kilka rodzajów. No dobrze, może jest więcej… Ja wiem o kilku i postaram się opowiedzieć Wam o nich troszkę, żeby tak jak mnie kiedyś nie wyświetlił się Wam w oczach wielki napis „Co Ja Mam Z TYM Zrobić???”.

Zacznę od najmniej przeze mnie lubianych, czyli końcówek zaciskowych. Na koniec linki, tuż za ostatnim koralem, nakładamy nieco kleju (doskonale poradzi sobie z tym zadaniem, polecany przeze mnie już kilkakrotnie, „Bison”), po czym szczypcami płaskimi zaciskamy końcówkę i czekamy aż klej wyschnie. Robimy to oczywiście na obu końcach naszyjnika, zakładamy kółeczka (sprężynki albo zaciskowe), zapięcie i gotowe.

Zakończenie typu „pętla” wymaga użycia kuleczki zaciskowej (1,8 mm lub 2 mm). Na koniec linki nakładamy kuleczkę zaciskową, następnie przewlekamy linkę przez końcówkę „pętelkę”, wsuwamy koniec linki w kuleczkę (ja dla pewności zaaplikowałabym w kuleczkę odrobinę kleju, na pewno nie zgadniecie jakiego :) ), i zaciskamy kuleczkę płaskimi szczypcami. Nadmiar linki, który wystaje z zacisku, należy równiutko odciąć.

Jeśli zdecydujemy się na użycie końcówek „dziewczynek” lub „chłopczyków” nie potrzebujemy kleju, wystarczy przełożyć linkę przez dziurkę między dwiema półkulami, zawiązać mocny supełek (a najlepiej dwa) i zagiąć do siebie obie półkule równiutko tak, aby po złączeniu tworzyły zgrabną kuleczkę. Dalej postępujemy tak samo… kółeczka, zapięcie i naszyjnik zrobiony. Ale tutaj też można wykorzystać kuleczki zaciskowe z odrobinką kleju, zamiast supełka – wedle uznania. Jednak supełki są stanowczo bardziej wytrzymałe.

Końcówka do linki „kuleczka” to już prawdziwa „bułka z masłem”: posiada dwa otwory, jeden mniejszy, drugi większy. Należy więc po jej nałożeniu na koniec linki zrobić tak duży supełek, żeby przeszedł przez większą dziurkę, ale w sposób zdecydowany nie dał się wyciągnąć przez mniejszą.

Jeśli chcemy obdarować kogoś naszym dziełem i rozwiać wszelkie wątpliwości co do jakości naszego daru, możemy między końcówkę naszyjnika a zapięcie założyć blaszkę z wybitą próbą srebra, na której dodatkowo można przybić swój imiennik jubilerski.

Kończąc już ten porywający wywód dodam, że moimi ulubionymi końcówkami do linek są „dziewczynki”. Najbardziej im ufam, są estetyczne i niezawodne. :) „Chłopczyki” mają to do siebie, że niestety, w trakcie noszenia biżuterii łatwo odgiąć te łapki, którymi łączymy je dalej z kółeczkami (sprężynkami lub zaciskowymi) i zapięciem. W przypadku „dziewczynek”  - nie ma się tu co odginać.

A na sam koniec proponuję test. :) Jak wiecie zapewne, pomysłowość Klientek nie zna granic… No, generalnie my jesteśmy od tego, żeby działało i się nie rozpadało, a Klientki od noszenia i nie zawracania sobie główek jakimiś technicznymi szczegółami. ;) A nie jest tajemnicą, że na przykład w przypadku bransoletek, wcale nie takie rzadkie jest wkładanie ich przez rękę, bez rozpinania zapięcia, bo szybciej, i zdejmowanie w taki sam sposób. I co się stanie po kilku takich próbach, gdy źle zawiązano supełki na linkach lub źle zaciśnięto na nich kuleczki zaciskowe? No właśnie. Katastrofa. I to nawet dość efektowna: fontanna minerałów rozpryskująca się na wszystkie świata strony… i fontanna złości skierowana już akurat tylko w naszą stronę… Owszem, da się po tym posprzątać, wytłumaczyć, naprawić, udobruchać, dorzucić czekoladki na przeprosiny, rumieniąc się po czubeczki uszek, ale mleko już się rozlało… Rada? Sprawdźcie. Przetestujcie w ten sposób kilka samodzielnie stworzonych bransoletek. Czy aby na pewno wytrzymają wielokrotne zakładanie ich na rękę siłą, bez rozpinania? Czy aby na pewno wytrzymają mocniejsze szarpnięcie? Porównywalne do przypadkowego zahaczenia bransoletką o klamkę chociażby. Jeżeli nie – trzeba poprawić sposób zaciskania kuleczek, zawiązywania supełków lub klejenia. Owszem, warto tłumaczyć Klientkom, że należy rozpinać i zapinać, i traktować miło i sympatycznie, ale…różnie bywa, bo pośpiech, bo…to my jesteśmy od tego, żeby działało i się nie rozpadało. ;)

——————————

Emilia Jezior ‘EmilaM’

http://emilam.blox.pl