Zanim kamyk trafi w nasze ręce, musi pokonać długą drogę z kopalni, przez hurtowników, szlifiernie, następnych hurtowników, mniejszych sprzedawców hurtowych, aż do sklepu, w którym go upatrzyłyśmy. To spora ilość przystanków, przy których każdy sprzedaje dany kamień jako coś. Czy jest to tym samym czymś, którym było zaraz po wydobyciu, nie jest wcale rzeczą pewną. Niektórym nie chce się docierać do prawdy o towarze, który sprzedają. Czasem nie ma takiej możliwości. Jeszcze inni, świadomi faktu, że na przykład karneol jest droższy niż agat, specjalnie wprowadzają klienta w błąd. Po czym poznać dobry sklep? Po tym, że wkłada dużo wysiłku w to, by zgodnie ze stanem faktycznym opisywać swoje towary.

Niemniej, nawet kiedy dostaniemy dobrze określony kamyk, to jeśli powędruje on do pudełka i odleży swoje kilka miesięcy [a czasem nawet i lat], to pamięć ludzka ponoć bywa zawodna. Piszę „ponoć”, bo moja niezwykle rzadko bywa, ale jak uświadamia mnie życie, jestem pod tym względem wybrykiem natury. ;) Więc poniżej krótki przewodnik po tym, jakich błędów nie popełniać, opisując gotową biżu z takiego cichociemnego, który skutecznie zataił swoją tożsamość.

AGATY. Grupa obszerna, ale często naciągana do granic możliwości. Więc na początek podstawowa informacja: agaty mają warstwy. Koniec, kropka, dziękuję, w zasadzie można się rozejść, autografy przy wyjściu. Ten, jakże prosty fakt, jest niestety często, z tajemniczych dla mnie powodów, wypierany ze świadomości wielu biżuteryjek. I właścicieli sklepów też. Naprawdę nie wiem, co jest złego w słowie „kwarc”, ale należy powiedzieć sobie raz na zawsze, że jeśli coś nie ma warstw, to nie jest agatem. Może być kwarcem, może być jadeitem. Może być też, bo czemu nie, łuską tyranozaura. Ale nie jest agatem. Jeszcze raz? Ok: agaty-mają-warstwy. [„Warstwy, Ośle! Ogry mają warstwy. Cebule mają warstwy. Ogry. Cebule.” I agaty…] Nie, nie zdarza się, żeby agat miał tak wieeelkie warstwy, że koralik wypadał akurat między nimi. Cały sznur koralików 12mm. Nie, nie zdarza się, naprawdę. W dodatku białe, nieprzejrzyste warstwy agatu nie są podatne na barwienie, więc nie, nie znikną magicznie podczas farbowania kamienia. Co prawda nie wszystko, co ma warstwy, jest agatem [chalcedon, do którego zalicza się agat, ma także odmianę o delikatnym koronkowym rysunku warstw], ale nie działa to w drugą stronę. Jeśli coś warstw nie ma, to nie jest agatem.

Jadeit, agaty i kwarc

A w Bukowcu…. AGAT :)

[fot. Magdalena Kobylańska 'Dark']

TURKUS. Z turkusem sprawa jest o tyle trudna, że jest to kamień o bardzo różnorodnym wyglądzie, więc ciężko dać proste wytyczne jak wygląda. No jest turkusowy, niby to taka, jak mawia pewien natchniony polityk, oczywista oczywistość, zdawałoby się. Ale, o dziwo, producenci i sprzedawcy plastikowych koszmarków wierzą, że to bez różnicy, bo w zasadzie, dlaczego by nie miał być zielony albo różowy… Po drugie – howlity. Howlity to takie małe, cwane dranie, nadające się do służby w CIA lepiej nawet niż babcie-obserwatorki, które swym sokolim wzrokiem obejmują zza balkonowej firanki całe osiedle. Howlit może podszyć się pod wszystko. Można zabarwić go na dowolny kolor [no, tylko z wierzchu, ale jednak], może być matowy albo błyszczący i, co najważniejsze z punktu widzenia jego kariery, może udawać turkus. Howlity od turkusu łatwo odróżnić przy odrobinie doświadczenia. Po pierwsze primo – cena. Howlity są tanie, turkusy są drogie. Proste? Proste. Ale jeśli kogoś wiara w mistyczną mega-okazję-to-na-pewno-prawdziwy-turkus zawiedzie w szpony nieuczciwych sprzedawców, niech przyjrzy się dokładnie rysunkowi żyłek. Howlity mają dość regularną siatkę o drobnych, mniej-więcej jednakowej grubości żyłkach. W turkusach dziać się może wszystko oprócz takiej regularności jak u howlitów. Z resztą, rzućcie okiem na zdjęcie. Po szerszą charakterystykę turkusu zapraszam tu: TURKUS. Nie należy go też mylić z syntetycznymi imitacjami, które nie mają nic wspólnego z kamieniem: MANMADE STONES.

Turkus i howlit

Więcej turkusów i howlitów, do porównania, leży na półeczkach Bukowca: TURKUS i HOWLIT

[fot. Wioletta Zubka - Sklep Bukowiec]

JADEIT. Jadeitem można nazwać połowę kamieni tak samo, jak jadeitowi można nadać mnóstwo nazw nie jego dotyczących. Ten kamień-kameleon najczęściej mylony jest z nefrytem, który w jubilerstwie występuje bardzo, bardzo rzadko [NEFRYT] i to nieporozumienie trwało wiele wieków. Mylony jest też z kwarcem i tutaj dość trudno dać wytyczne do ich rozróżnienia, ponieważ zależy to od tego, jaki rodzaj i jak bardzo zmienionego przez człowieka kwarcu i jadeitu mamy na myśli. Ogólnie – kwarc ma gładszą i bardziej jednolitą strukturę wewnętrzną oraz bardziej szklisty, ostry połysk. Jadeity z drugiej strony częściej niż kwarce bywają barwione na różne szalone kolory [bo lepiej je utrzymują – JADEIT] i ich wnętrze często jest nierównomierne, z „chmurkami” w środku.

Jadeity i różnej przejrzystości

Najsłodsza, najbardziej kolorowa i cukierkowa półeczka z minerałami w Bukowcu: JADEIT ;)

[fot. Magdalena Kobylańska 'Dark']

CHRYZOKOLA. Chryzokola to bardzo efektowny kamień, w tej chwili szerzej dostępny niż jeszcze kilka lat temu. Zwykle jednak jego urocza zielononiebieska część jest osadzona w kawałku skały macierzystej, który wygląda jak pospolity kamień z pola. Korzystając z tego faktu, zaczęto produkować barwione jaspisy, które miały taką chryzokolę udawać. Efekt tego jest taki, że w tej chwili większość handmadowej biżuterii w naszych rodzimych galeriach, która niby to jest z chryzokolą, ma zamiast niej właśnie takie jaspisowe farbowańce. Odróżnić jest je dość łatwo, prawdziwe chryzokole możecie obejrzeć tu: CHRYZOKOLA. Udające je jaspisy nie mają charakterystycznego nieregularnego i mocno zróżnicowanego rysunku, tylko plamy buroczarne obok plam morskozielonych.

——————————

Magdalena Kobylańska ‘Dark’

Biżuteria, minerały, obrazy i inne różności ;)

http://darksdesigns.wordpress.com