KLASYFIKACJA JAKOŚCI KAMIENI szlachetnych i ozdobnych

Marka się sprzedaje. To taka uniwersalna prawda, z której nie zamierzam absolutnie się nabijać, bo sama nie raz się przekonałam, że często [choć niestety nie zawsze] za marką idzie dobra jakość. I właśnie oznakowanie jakości kamieni stało się taką swego rodzaju „marką” w środowisku biżu-handmade’u. Ponieważ jubilerstwo zostawiło nas na lodzie w kwestii opisywania jakości kamieni nieprzejrzystych, to rynek w jakiś sposób ustalił to sam. Ale może zacznijmy od klasyki.

Podstawową klasyfikacją jakości kamienia [głównie, siłą rzeczy, szlachetnego] są wartości opisujące jego przejrzystość [czyli czystość, z angielskiego „clarity”]. Ponieważ twardość nie podlega tutaj dyskusji, szlif jakości innej niż najwyższa od razu dyskwalifikuje kamień, to właśnie jego czystość staje się cechą, która decyduje ostatecznie o klasie kamienia.

Jest kilka nieznacznie różniących się między sobą wersji, ja podają tę, którą stosuje GIA – Gemological Institute of America, i która pokrywa się z podziałem stosowanym w tradycyjnych środowiskach europejskich [czyli głównie w Holandii i Niemczech]. Inne kraje Europy, które sprowadzają większość kamieni z Indii i Chin, używają szerszej i nieco bardziej tolerancyjnej tabelki [tak, węszę tu podstęp forsowany przez producentów gorszej jakości kamieni z Azji. Możecie mnie posądzić o paranoję godną postaci granej przez Mela Gibsona w „Teorii spisku”, ale to naprawdę jest dziwne i śmierdzi na kilometr]. Dla tych, którzy chcą się trzymać starej, dobrej klasyfikacji, wygląda ona w ten sposób:

Srebro, brąz czy może miedź? Czyli jaka glinka na pierwszy ogień…

Dziś będę trochę przynudzać. Wierzę jednak, że niektórym przyda się taka wiedza w pigułce, która pozwoli nakreślić ogólną mapę glinek metali. Od czego zacząć? W co zainwestować? Jakie materiały mamy do dyspozycji?

W obliczu rosnących cen srebra, na pewno wiele osób ucieszy fakt, iż oprócz glinki srebra możemy kupić również sporo tańszą miedź oraz niezwykle atrakcyjny i niedrogi brąz. Jakże chciałabym teraz napisać, iż nie musimy od razu rzucać się na głęboką wodę, jeśli chcemy wypróbować metal clay. Wystarczy bowiem zaopatrzyć się na początek w małą paczuszkę brązu lub miedzi. Wydatek stosunkowo niewielki, więc jeśli pierwsza próba się nie powiedzie, nie pójdziemy z torbami… ;) Ale niestety – nie napiszę, znam bowiem dalszy ciąg…

Paczuszka przychodzi, plastelinopodobna glinka daje się formować na różne sposoby, a my krok po kroku odkrywamy jej możliwości. Zakochujemy się i marzymy o kolejnej takiej paczuszce, bądź też uznajemy, że to dłubanina kompletnie nie dla nas i wrzucamy wszystko do kosza. Jeśli glina ląduje w śmietniku – to po sprawie, możemy zapomnieć o całym incydencie. Ale jeśli materiał spełnił nasze oczekiwania i po pierwszych zmaganiach trzymamy wreszcie w dłoniach nasz premierowy, wysuszony wyrób – dochodzimy wreszcie do kluczowego pytania: jak sprawić, by glina ostatecznie stała się metalem, czyli po prostu – jak ten nasz skarb wypalić? I o ile na etapie formowania glinki wszystkie metale są do siebie mniej lub bardziej podobne, o tyle już ich wypalanie znacząco się od siebie różni. Szkopuł w tym, że to właśnie srebro wypalić najłatwiej i najszybciej (używając palnika, kuchenki gazowej bądź kuchenki mikrofalowej z odpowiednim wsadem), ale już inne glinki wymagają obróbki termicznej w specjalnym piecu, który tani nie jest. I cóż… wracamy do punktu wyjścia.

Kurs Art Clay u Fiann – REweLACJA

Moja siostra, mój dobry duch i inspiracja wielu moich działań, rzuciła jakiś czas temu niezobowiązującą propozycję: „A może byśmy tak, przy okazji wyjazdu na targi do Warszawy, umówiły się z Fiann na kurs Art Clay?”.

Jakoś specjalnie długo nie musiałam się zastanawiać. :) Możliwość pobierania nauk u autorki biżuterii, która zapiera dech w piersi i odbiera rozum niejednej kobiecie, była baaaardzo kusząca. Decyzja podjęta, jedziemy.

W drogę do stolicy wyruszyłyśmy przed północą w środę, żeby w czwartek rano być już u Ani Fideckiej w Jej pracowni. Dotarłyśmy, pełne zapału, ale właściwie kompletnie nieprzygotowane na to, co nas czeka.

A czekała tam na nas piękna, rozświetlona słońcem pracownia, pyszna gorąca kawa, świeżutkie pączusie i … Ania. Ciepła, niezwykle życzliwa i przesympatyczna, witająca nas jak najmilszych gości. Już było pięknie!

Potem zaczęły się czary. Ania otworzyła przed nami drzwi do nieba, do nieskończonych możliwości, jakie daje praca ze srebrną glinką, pastą, strzykawką. Cierpliwie i w sposób zrozumiały odpowiadała na nasze, czasem niezbyt mądre, pytania. Pokazywała, tłumaczyła, dlaczego tak, a nie inaczej. Pomogła stworzyć nasze pierwsze „dzieła”.

Blog Bukowiec - Wiolka i Emilka na kursie Art Clay

[fot. Anna Fidecka 'Fiann', Emilia Jezior 'EmilaM']

KAMIENIE SZLACHETNE – TURMALIN

Turmalinem postanowiłam otworzyć cykl artykułów poświęconych kamieniom szlachetnym. O tym, czym się charakteryzują i jakie minerały się do nich zalicza, możecie przeczytać tutaj: KAMIENIE SZLACHETNE, PÓŁSZLACHETNE I OZDOBNE czyli dyskretny urok burżuazji. Mimo tego, że jest to podział, z którym nie wszyscy się zgadzają, i który dziś czasem uważany jest za zbędny, kamienie szlachetne wyraźnie odróżniają się od pozostałych minerałów.

Blog Bukowiec - turmalin

[Źródło zdjęć: http://www.gemselect.com]

Turmalin, jak większość jego szlachetnych krewniaków, jest dzieckiem wysokiego ciśnienia i temperatury, które uwarunkowały wytworzenie się jego kryształów. Występuje w dużej gamie kolorów, wobec czego poszczególnym odmianom nadano osobne nazwy. Jak większość minerałów szlachetnych, występuje na rynku w zasadzie w dwóch wersjach: przejrzystej, jubilerskiej jakości i nieprzejrzystej lub półprzejrzystej, czyli takiej, jaką większość z Was widziało w sklepach z półfabrykatami. Płacąc za tę drugą nie należy spodziewać się dostania tej pierwszej. ;)

Bursztyn bałtycki – żywica pradawnego drzewa

Dzisiaj napiszę Wam o początkach bursztynu, o drzewach, których soki przemieniły się w bursztyn. Można by zapytać, dlaczego piszę o tym wszystkim na blogu biżuteryjnym, łamiąc sobie ‘język’ na tych wszystkich naukowych określeniach? Otóż dlatego, że chciałabym, abyście wiedziały o nim coś więcej niż tylko to, że jest skamieniałą żywicą i znajdowany jest na plażach Bałtyku (o tym zresztą też więcej napiszę już niebawem). Jest moim marzeniem, aby zafascynował Was tak, jak mnie. Abyście razem ze mną poznawały ten niezwykły materiał skrywający jeszcze wiele tajemnic. A trzymając go w dłoniach i zastanawiając się nad sposobem jego wykorzystania w biżuterii, spojrzały na sukcynit nie tylko jak na zapowiedź przelewu na konto ;), ale też jak na cząstkę natury w najpiękniejszej, pierwotnej postaci.

Bursztyn bałtycki, w terminologii naukowej sukcynit (od łac. succussok drzewa), do dnia dzisiejszego pilnie strzeże swojej największej tajemnicy. Nauka nadal nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, jakie drzewo dało mu początek. Bo co do tego, że bursztyn powstał z żywicy drzewa, nie ma już żadnych wątpliwości.

Lasy bursztynodajne w eocenie (czyli ponad 40 milionów lat temu) porastały tereny dzisiejszej Skandynawii i miały charakter dzisiejszych puszcz podzwrotnikowych. Obecna chłodna Skandynawia miała wówczas klimat współczesnej Europy Południowej – ciepły i wilgotny, a częściowo nawet tropikalny. Gatunki pokrewne z tymi, jakie stwierdzono w lasach bursztynodajnych, występują współcześnie w Ameryce Południowej, Australii, Nowej Zelandii, w tropikalnej Afryce, na Półwyspie Indochińskim, Cejlonie i Maderze.

Stopy, próby i cechy probiercze

Tak jak wspomniałam we wpisie pt. „Srebro”, metale szlachetne używane są jako materiał złotniczy w formie stopów z innymi metalami.  Dziś chciałabym rozwinąć ten temat, porozważać nieco czym różni się stop od próby, a czym próba od cechy.

Oczywiście, każde z tych zagadnień można odnieść również do innych metali szlachetnych, jednak skupię się na srebrze, ponieważ jest to materiał od którego z reguły zaczyna się przygodę z tworzeniem biżuterii. :)

Zacznijmy od podstawowych pojęć: stop, próba, cecha, z których szczególnie dwa ostatnie bywają kłopotliwe, używane zamiennie, a czasem niewłaściwie. Niby oczywiste, ale czasem nawet to, co oczywiste, okazuje się całkiem skomplikowane. ;)

Według definicji zaczerpniętej z Encyklopedii PWN, stop to „substancja o właściwościach metalicznych, składająca się z 2 lub więcej pierwiastków chemicznych, z których co najmniej jeden, ale dominujący ilościowo, jest metalem. (…) Wśród składników stopu rozróżnia się: metal podstawowy — składnik dominujący ilościowo, dodatki stopowe — składniki wprowadzane w celu uzyskania określonych właściwości mechanicznych, chemicznych, technologicznych i in., domieszki — niewielkie ilości substancji pochodzących z procesów metalurgicznych.”

Takim stopem jest na przykład połączenia srebra z miedzią. Wymienione pojęcia:  metal podstawowy (w naszym przypadku srebro), dodatki stopowe (miedź), domieszki (inne dodatki, np. poprawiające topliwość lub zanieczyszczenia powstałe podczas topienia itp.), są kluczowe w zrozumieniu czym jest tzw. próba srebra.

Mówiąc najprościej, próba metalu wyraża proporcje w jakich w stopie występuje metal podstawowy oraz dodatki stopowe (wraz z domieszkami). Jest to wyrażona w promilach rzeczywista zawartość metalu szlachetnego w stopie.

Przykładowo: określenie próba 0,925 oznacza, że w stopie znajduje się 92,5% czystego srebra.