Blok, strzykawka… – trzeba przyznać, że nieco szpitalne te nazwy. Ale bez obaw. Skojarzenia są całkowicie bezpodstawne. Glinki metali są bezpieczne w użytkowaniu (o ile nie jesteśmy uczuleni na srebro albo miedź), choć istotnie, strzykawka przypomina do złudzenia sprzęt medyczny, przywołując na myśl siostrę w białym kitlu, która dzierży w dłoni broń zakończoną długą i ostrą igłą, na przykład ze… szczepionką. Tak – niestety czekają mnie niebawem szczepienia, które muszę przypomnieć sobie przed kolejną wyprawą do Azji i stąd te moje nieszczęsne konotacje… Wróćmy jednak do zasadniczego, dużo przyjemniejszego tematu. Dzisiaj w ramach „metalclayowego ABC” opowiem o podstawowych formach, w jakich występują glinki metali.

Blog Bukowiec - brąz

Kilka roboczych wariacji na temat glinki brązu. :-)

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Formą najpopularniejszą i najbardziej wszechstronną w użyciu jest BLOK. Art Clay Silver możemy kupić w 7-, 10-, 20- oraz 50-gramowych opakowaniach. Jeśli chodzi o miedź i brąz, paczki są dużo większe (najmniejsze z możliwych to 30 gramów). Blok to nic innego jak spójna forma gliny, która od razu po wyjęciu z próżniowego opakowania gotowa jest do użycia. Ze względu na fakt wysychania gliny, warto odcinać sobie skalpelem tylko tyle bloku, ile potrzebujemy do danego projektu, a resztę trzymać w zamknięciu. Glinę możemy dowolnie formować, rozwałkowywać, wycinać za pomocą form, odbijać w niej faktury – właściwie wszystko, co nam podpowie wyobraźnia, a palce zechcą zrealizować. Należy tylko pamiętać o jednej zasadniczej rzeczy – glina wysycha zdecydowanie szybciej, niż byśmy sobie tego życzyli. Dlatego do pracy absolutnie niezbędna jest woda, o czym będę jeszcze pisać w przyszłości, przy okazji narzędzi i akcesoriów. Osobiście używam zwykłej kranówki, którą trzymam w zasięgu ręki w dwóch postaciach – w szklance, w której zawsze mogę zwilżyć palec lub pędzelek oraz w małej buteleczce, która wodę rozpyla (doskonale sprawdzają się butelki po kosmetykach do włosów albo rozpylacze do kwiatów). Taki rozpylacz przyda nam się również do stworzenia wilgotnej atmosfery, której glina potrzebuje, kiedy będziemy ją przechowywać. Wystarczy niewykorzystane resztki ugnieść w kulkę, owinąć w folię, schować do strunowego woreczka (ja trzymam glinkę w oryginalnych strunowych opakowaniach) i rozpylić dwu- lub trzykrotnie trochę wody do środka lub też włożyć do woreczka namoczoną ściereczkę lub kawałek gąbki. Ale tak, by gąbka nie dotykała bezpośrednio do glinki. Gwarantuję, że dobrze przechowywana glinka nie wysycha. Ba! Podsuszony materiał, po kilku dniach takiego leżakowania, nabiera wilgoci i dzięki temu odzyskuje ponownie właściwą konsystencję. Jeśli zostawiamy glinę na dłużej w opakowaniu, wystarczy tylko raz na kilka dni sprawdzić, czy tropikalny klimat się w środku nie zmienił i ewentualnie sprowadzić tam trochę deszczu. ;-)

Blog Bukowiec - Art Clay - blok

Art Clay Srebro – blok.

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Nieco inaczej ma się rzecz z przechowywaniem glinki brązu czy miedzi. Miedź bowiem szybko się utlenia. Jeśli zatem będzie wystawiona zbyt długo na działanie powietrza, jej wierzchnia warstwa stanie się ciemna. Ściemniałą powierzchnię należy wtedy usunąć i użyć tylko glinki znajdującej się pod spodem. Aby zabezpieczyć niezużytą glinkę przed utlenieniem, musimy ją szczelnie zawinąć w kilka warstw folii spożywczej, a następnie umieścić w plastikowym woreczku strunowym. I oczywiście zadbać, podobnie jak w przypadku srebra, o wilgotną atmosferę. Niestety, z mojego doświadczenia wynika, że nawet takie szczelne zamknięcie nie jest w stanie całkowicie zapobiec utlenianiu się miedzi. Jeśli zatem pracujemy dużo z brązem i miedzią, warto zainwestować w sprzęt do próżniowego przechowywania żywności. Tym sposobem unikniemy sporych strat materiału.

Kolejną formą metal clay jest PASTA. Srebrną pastę Art Clay kupujemy w 10- lub 20-gramowych słoiczkach. Zawartość owych słoiczków konsystencją przypomina nieco gęstą śmietanę, a różni się od bloku ilością wody, której w paście jest po prostu więcej. Zresztą, w zależności od potrzeb, możemy sami decydować o jej gęstości, dodając trochę wody, bądź też zostawiając pastę otwartą na kilka godzin, by nadmiar wody z niej odparował. Pasta to wynalazek niebagatelny i – jak dla mnie – niezbędny. Możemy nią wypełniać luki powstałe na wysuszonej glince, scalać ze sobą niewypalone lub pęknięte elementy, dołączać do nich srebrne półprodukty, a nawet (jeśli ktoś, w przeciwieństwie do mnie, potrafi ;-)) malować. Za pomocą pasty możemy też stworzyć srebrny listek, wykorzystując do tego celu strukturę naturalnego liścia (tutorial niebawem :-)). Przy okazji – pastę możemy zrobić samodzielnie z wyschniętych resztek AC. Wystarczy ubić je w moździerzu, jak za dawnych lat robiły to nasze babcie ucierając rozmaite przyprawy, lub też zmielić w (idealnie czystym!) młynku do kawy. Potem wystarczy do proszku dodać troszkę wody, wymieszać i gotowe. Pastę możemy też wykonać z bloku. Takiej metody używam, kiedy pracuję z brązem lub miedzią i mam potrzebę połączenia jakichś elementów w jedną całość. Przypomina to trochę rozrabianie zaprawy murarskiej. Małą szpachelką ugniatam blok w miseczce, wlewając do środka po kropelce wody. Do mieszania doskonale nadaje się wykałaczka, która – tak na marginesie – stworzona jest po prostu do nakładania pasty! Przez te kilka lat zużyłam mnóstwo wykałaczek i ani razu owe wykałaczki nie widziały zębów, doświadczyły za to mnóstwa przeróżnych kąpieli. ;-)

Nieco gęstsza od pasty jest zawartość strzykawki. STRZYKAWKA ma tę zasadniczą zaletę, że dzięki nakładanym nań końcówkom, możemy wycisnąć równe wałeczki o różnych średnicach. Najcieńsza końcówka (niebieska) ma średnicę  0,41 mm, nieco grubsza (zielona) – 0,84 mm, zaś najgrubsza (szara) – 1,19 mm. Strzykawka Art Clay dostępna jest na rynku w trzech wersjach: z jedną końcówką (zieloną), ze wszystkimi trzema końcówkami oraz bez końcówek. Jako, że końcówki są wielorazowego użytku, warto o nie dbać, by nie musieć ich kupować za każdym razem ze strzykawką. I od razu praktyczna rada – otwartą strzykawkę oraz wszystkie używane końcówki należy przechowywać w słoiku/kubeczku z wodą. W ten sposób mamy pewność, że zawartość nam nie wyschnie i będziemy jej mogli użyć bez problemu w każdym momencie, dowolnie zmieniając końcówki. A strzykawka – tu muszę ostrzec – wysycha bardzo szybko. Wystarczy kilka minut leżakowania (a jeszcze dodatkowo w okolicy ciepłego strumienia powietrza z suszarki!) i mamy ładny gips. Dosłownie. :-) Dlatego każdy mój kursant wie, że od samego początku najlepiej wyrobić w sobie odruch wkładania strzykawki do wody po każdym jej użyciu. Czego nieustannie podczas warsztatów pilnuję. ;-)

Blog Bukowiec - Art Clay - strzykawka

Strzykawka, trzy końcówki i nieśmiertelny kubeczek z wodą. ;-)

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Kolejna istotna rzecz, na którą zwracam szczególną uwagę podczas nauczania, to sposób trzymania strzykawki. Nie przypomina on standardowego uchwytu (pomiędzy palcem wskazującym a środkowym). Strzykawkę chwytamy wszystkimi czterema palcami, tak, by móc naciskać tłoczek kciukiem od góry. Początkowo pozycja wydaje się nienaturalna i mało komfortowa, ale proszę mi wierzyć, po jakimś czasie łapie się w ten sposób strzykawkę odruchowo i nikomu nie przyjdzie do głowy, że można by ją trzymać inaczej. Swoboda i mobilność jaką się uzyskuje w tej pozycji w nadgarstku, daje nam potem dużo więcej możliwości ruchu oraz bardzo pożądaną stabilność. Staw nie męczy się tak szybko, a strzykawka nie ucieka na wszystkie strony świata.

Blog Bukowiec - Art Clay - sposób trzymania strzykawki

Sposób trzymania strzykawki.

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

No dobrze, skoro już umiemy strzykawkę prawidłowo chwycić, warto jest się dowiedzieć do czego możemy jej użyć w naszej pracy. Podobnie jak w przypadku pasty – strzykawką doskonale „skleja się” niewypalone elementy lub dołącza do nich srebrne półprodukty. Osobiście bardzo sobie cenię najcieńszą końcówkę, którą mogę „dotrzeć” w najgłębsze zakamarki, by zalepić małe dziurki lub pęknięcia. Cienki wężyk, który wydostaje się ze strzykawki, daje mnóstwo możliwości zdobienia prac. Można nim tworzyć  faktury na na bloku, jak również otaczać cyrkonie, przymocowując je w ten sposób do projektu (uwaga! tylko te, które można wypalać w wysokich temperaturach). Oprócz form płaskich, istnieje opcja tworzenia ażurowych projektów przestrzennych. Wystarczy wycisnąć strzykawkę na dowolnie uformowany, całkowicie wysuszony uprzednio korek. Podczas obróbki termicznej (do większych form używamy wyłącznie pieca!) korek wypali się całkowicie, zostawiając pustą w środku formę. Przeróżne zawijaski po wypaleniu przypominać będą drut. Pamiętajmy jednak, że to czyste srebro, dlatego będzie dość miękkie. Warto mieć to na uwadze, zwłaszcza podczas tworzenia przestrzennych ażurów  – „niteczki” powinny łączyć się ze sobą w wielu miejscach, a ich średnica musi być odpowiednio dobrana do projektu, tak, by był trwały w użytkowaniu.

Jeśli chodzi o miedź i brąz – póki co na rynku dostępna jest tylko 20-gramowa strzykawka z brązem lub miedzią firmy Prometheus. Od razu niestety muszę ostrzec, że daleko jej do doskonałości, w porównaniu z dającym się łatwo wyciskać srebrem Art Clay. Ale może warto się trochę pomęczyć, żeby uzyskać ciekawe zdobienia na brązie?

Blog Bukowiec - strzykawka z brązem

Strzykawka z brązem.

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

W ogóle wychodzę z założenia, że warto jest włożyć więcej czasu i energii w projekt na etapie jego tworzenia w glinie, tak, by jak najmniej pracy czekało nas po jego wypaleniu. Ale jeśli już zdarzy nam się jakaś mała katastrofa – coś w piecu pęknie, coś odpadnie – zawsze możemy poratować się olejo-pastą (dotyczy to tylko srebra!). Przypomina ona nieco swą konsystencją zwykłą pastę, choć jest trochę mniej plastyczna przy nakładaniu czy rozsmarowywaniu. No i śmierdzi nieco rozpuszczalnikiem, gdyż ma go w swoim składzie (do produktu dołączona jest fabrycznie buteleczka z rozpuszczalnikiem, którego kropelkę trzeba dodać, gdy olejo-pasta zaschnie). Właściwie można by zaryzykować stwierdzenie, że olejo-pasta to coś w rodzaju lutu do AC. Możemy nią bowiem połączyć ze sobą dwa wypalone już elementy, dołączyć srebrne półfabrykaty lub cyrkonie, a także zamaskować niechciane pęknięcia czy dziurki. Jest tylko jedno zastrzeżenie – olejo-pastę wypalamy wyłącznie w piecu.

Jeśli nie posiadamy pieca do reperacji po nieudanym wypaleniu możemy użyć jeszcze innej pasty – Overlay, którą da się potem wypalić palnikiem lub na kuchence gazowej. Chociaż jej głównym przeznaczeniem jest zdobienie szkła, porcelany czy ceramiki. Jeśli ktoś ma zdolności malarskie – grzechem byłoby z takiej opcji nie skorzystać.

Blog Bukowiec - Overlay, pasta i olejo-pasta

Overlay, pasta, olejo-pasta… i tajemnicze napisy na opakowaniu złotej folii. :-)

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Ostatnia forma w jakiej możemy kupić Art Clay to… PAPIER. Jak mniemam, stworzony został przez pomysłowych Japończyków do ich niezwykłej sztuki Origami. AC Papier to cienki arkusz, który można z łatwością zginać, łamać, kruszyć czy wycinać nożyczkami. Nie wymaga już suszenia. Warto pamiętać, że po wypaleniu powstanie z niego szalenie delikatna srebrna blaszka, którą łatwo złamać, dlatego używając papieru AC łączcie go raczej z innymi formami – blokiem lub pastą, bo sam w sobie jest po prostu zbyt cienki.

Blog Bukowiec - Art Clay Papier

Art Clay Papier

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Ach… no i zapomniałabym o złocie… Ze względu na cenę, używane jest stosunkowo rzadko, choć muszę przyznać, że od jakiegoś czasu bardzo lubię połączenie złota i oksydowanego srebra. Art Clay Złoto możemy kupić w postaci 3-gramowego bloku.

Blog Bukowiec - Art Clay Złoto

Art Clay Złoto

[fot. Anna Fidecka - Fiann]

Glinkę formuje się podobnie jak inne glinki metali, zaś podczas wypalania (tylko w piecu!) kurczy się ona o 15% i ostatecznie uzyskujemy 22-karatowe złoto. Jeśli chcemy pozłocić jakieś wypalone już srebrne elementy, albo namalować coś na szkle lub porcelanie, doskonale nada się do tego złota pasta. Podobnie jak do olejo–pasty, tutaj też dołączony jest rozpuszczalnik. Opakowanie zawiera 1,5 grama. Do pozłocenia fragmentów naszej srebrnej biżuterii może nam posłużyć jeszcze 24-karatowa złota folia, którą nakładamy na wypalony Art Clay , stosując technikę Keum-boo.

Ale o tym już może przy innej okazji, bo i tak się dzisiaj niemożebnie rozpisałam… :-)

 ——————————

Anna Fidecka ‘Fiann’

http://www.fiann.pl

Biżuteria autorska, hobbystyczne i profesjonalne kursy Art Clay.